poniedziałek, 18 października 2010
Chwile totalnego zachwytu...

Od jakiegoś czasu jestem kompletnie zauroczona tą piosenką. Jej brzmienie rozkwita w mej głowie. Dusza z jej wibracjami zespaja się w magicznym uniesieniu... Do tego ten niesamowity teledysk. Tak wielowymiarowy, wieloznaczny, przesycony wymową miliona tematów. Ile razy oglądam go, tyle razy odkrywam kolejną rzecz, kolejny temat, kolejną metaforę i wciąż na nowo otulam się brzmieniem tej błogiej muzyki...niesutannie w zachwycie.

http://www.youtube.com/watch?v=l_2AgaZJWro

Strata czasu…

Ludzie wciąż zastanawiają się, co powinni zrobić, lub wręcz odwrotnie- co przestać czynić, by stać się szczęśliwymi? Może zmienić pracę, może znaleźć nowego partnera, a może kupić coś, co poprawi melancholijny nastrój? I tak można sobie dywagować w nieskończoność, nigdy nie zbliżając się do celu. Dlaczego uważa się, że szczęście trzeba znaleźć? Przez to błędne w moim odczuciu stwierdzenie- większość ludzi wciąga się w wir nieustannego poszukiwania. Przypomina mi to trochę szukanie kwiatu  paproci w tę magiczna noc, która pewnie i Tobie jest znana. Odzierając to urocze zdarzenie z całego romantyzmu- powiem Ci tylko tak na marginesie, że paprocie nie wytwarzają kwiatów, a rozmnażają się za pośrednictwem zarodników, więc…szukaj wiatru w polu;-)

Szczęście jest w Tobie. Stwierdzenie chyba tak samo absurdalnie proste, co kontrowersyjne dla większości. Tak dokładnie uważam. Kiedyś byłam pesymistką, wiesz? Kroczyłam sobie przez świat z melancholijnym zadumaniu, niczym tytułowa bohaterka serialu „Ally Mc Bill”… Lubiłam smutny, szary deszcz, zimnem pieszczący zaspane okiennice, spływający bezsilnie po szybach, które nie odbijały niczego radosnego… I wiesz co? Wtedy też wydawało mi się, że szczęście to jakaś nieosiągalna, patetyczna ułuda, którą choć się poszukuje chyba bardziej dla samego poszukiwania, niż dla realności zdobycia- nigdy tak naprawdę się nie odnajduje. Byłam tak zagubiona i bezsilna, niczym ten deszcz obmywający okna w pochmurny dzień.

Nie umiem Ci dokładnie powiedzieć, co się stało, że kiedyś po prostu zaczęło być inaczej. To chyba jeden z tych procesów, które uświadamiasz sobie, gdy jego skutki są widoczne, a nie od momentu zaistnienia. Szczęście ma się w sobie. Tak po prostu. To nie znaleziony towar, nagroda, czy coś w tym stylu, to najprawdziwsza, integralna część egzystująca w Tobie, tak samo jak myśli, czy wątroba;-) Po prostu większość ludzi odwraca się od tego stanu plecami i dlatego go nie widzi. To tak jakbyś siedział w ciemnym pokoju z ręką na włączniku światła i mimo wszystko go nie używał, bo wolisz zastanawiać się nad tym, co by tu zrobić by zobaczyć światło. Może wstrzymać oddech, może stanąć na głowie, a może zawołać kogoś, by on to zrobił? To nie ma sensu. Szczęście to stan niewymuszony i autentyczny. Może uda Ci się nabrać innych, ale siebie nie oszukasz. To nie maska, którą wkładasz na maskaradę. Szczęście to Ty. Jesteś być może tego nieświadomy. Ludzie mają taka zdałoby się naturalną tendencję do komplikowania wszystkiego. Im coś jest bardziej oczywiste i proste, tym bardziej wydaje się nam podejrzane i niemożliwe… Nie musisz szukać szczęścia, po prostu bądź szczęśliwy. Po co wciąż wyszukujesz negatywne aspekty jakiejś sytuacji? Powiesz, bo tak już jest… mi nic nie wychodzi, wszystko mnie omija… Bzdura! To Ty kreujesz swój świat. Tylko Ty reagujesz na coś pozytywnie, bądź w negatywny sposób. Kiedy będziesz miał szczęście w sobie, to choćby cały świat chciał Cię zasmucić, to nie zdoła tego zrobić i tak samo, nawet gdy cały świat będzie starał się Cię pocieszyć, a Ty będziesz nieszczęśliwy z wyboru, to jego starania będą bezowocne. Szczęście to stan umysłu. Reagowanie, oglądanie wszystkiego jako świadek, którego nigdy nic nie dotyka i nigdy nic nie krzywdzi… Wszystko co się dzieje nie jest z natury ani dobre, ani złe. To Ty nadajesz mu znaczenie. Postrzegasz coś jako przykrość albo lekcję, karmę, obojętne jak by tego nie nazwać. Zawsze można być szczęśliwym. Możesz mieć wszystkie bogactwa materialne tego świata i odczuwać w sobie ogromną pustkę, czarną dziurę, która wysysa z Ciebie energię i nadzieję. Ale równie dobrze możesz nie mieć nic, a być najszczęśliwszym człowiekiem tego świata. To po prostu kwestia wyboru. Powiesz- „Ale ja tak nie umiem”. No to znajdziesz u mnie innej odpowiedzi, poza „Spróbuj, a zobaczysz”;-) Nawet, gdy z początku spotka Cię coś nieprzyjemnego i z przywiązania do starych schematów myślenia i postępowania, poczujesz się źle- to postaraj się, nawet w ramach małego eksperymentu wyszukać w tej sytuacji chociaż 5 pozytywnych jej aspektów. Może uświadomiła Ci ona czegoś wartość, przypomniała, że dane Ci było doświadczać czegoś ważnego, czego wtedy nie umiałeś docenić, a zrozumiałeś to dopiero tracąc (na przyszłość już tego nie zaniedbasz). Można tak bez końca. Z czasem stanie się to po prostu nowym Tobą. Szczęśliwym. Szczęśliwym nie z powodu osiągnięcia czegoś, znalezienia, przetransformowania jednej rzeczy w drugą, ale po prostu z faktu samego istnienia. Masz tę cudowną możliwość zaczynania wszystkiego od początku. Nieustannego trwania w tu teraz, bez rozpamiętywania porażek i bez błądzenia po iluzorycznych pragnieniach. Szczęście to stan istnienia, istnienia świadomego, po prostu. Im bardziej poznasz samego siebie, tym szybciej dopasujesz się do swojej prawdziwej natury. A z natury człowiek jest szczęśliwy…

 

sobota, 09 października 2010
Narodziła się sobota…

Pan Mąż rości sobie prawo do całego terenu przykrytego kołdrą. Zrobił ekspansję na zajmowane wcześniej przeze mnie tereny, na sekundę po tym jak wstałam rano z łóżka. Póki co dalej prowadzi okupację i mogę powiedzieć, że po przeprowadzonej kątem oka obserwacji- stan błogiego porannego nicnierobienia bardzo mu odpowiada;-)

Zatęskniłam za herbatą. Piłam ją wczoraj wieczorem, a jak wiadomo czas jest pojęciem względnym, więc twierdzę bezsprzecznie, że było to wieki temu;-)  Idę wstawić czajnik. Zaszaleję i pozwolę sobie na ekstrawagancję przygotowania imbryczka do parzenia tego znanego od starożytności napoju;-) Imbryk do herbaty- zauważyłeś, że mało kto już go tak nazywa? Czasem lubię odkopać stare słowa, przeszłe sformułowania i wyciągać je na światło codziennego użycia;-) Klimat retro-Imbryczek;-)

Herbata zaparzona;-)Zauważyłeś jak zielona herbata jest wielowymiarowa? Jak jej aromat zmienia się z czasem? Jakby dojrzewała w filiżance czy kubeczku. Z „wiekiem” przyodziewa się cierpkim smakiem, staje się bardziej wytrawna. Pijąc jeden kubek doświadczasz miliona rozmaitych doznań, z każdym łykiem odmiennego. Lubię herbatę;-) Pewnie nigdy byś się tego nie domyślił, prawda?;-)

Uwielbiam kryształki skarmelizowanego brązowego cukru. Wyglądają jak nieoszlifowane, drogocenne kamienie. Kupuję je sobie w herbaciarni. Kładę potem taki centymetrowy (lub innej wielkości oczywiście) odłamek na języku i pozwalam, by pita herbata obmywała go powoli niczym łagodne, morskie fale brzeg plaży. Próbowałeś tego kiedyś? Powinieneś;-) Czasem zwykłe, wydawałoby się wręcz banalne czynności jak picie herbaty mogą być uroczym i wielobarwnym doznaniem. Nie przeczę, że zdarza mi się traktować herbatę w sposób arogancki, wręcz czasem brutalny. Zaparzyć zieloną herbatę białym wrzątkiem albo z lenistwa pozostawić zaparzone listki w kubku, obserwując z rozmarzeniem jak dryfują na jej powierzchni przez jakiś czas, by w końcu niczym zatopiony statek, opadają na dno…Królowa. Zielono-jaśminowa;-)Dziś na sobotnie śniadanie w eskorcie z drożdżówką ze śliwkami. A co tam, wolno mi podarować sobie czasem odrobinę luksusu;-)

Dzień poświęcę fotografii. Mąż obiecał mi weekend tylko dla mnie ;-) Będziemy więc egzystować w trójkącie: Mąż, aparat i ja. No ściślej w czworokącie…każdy z nas ma swój aparat;-) To będzie fotograficzna sobota;-) Już się na nią cieszę :-)

piątek, 08 października 2010
Oazy spokoju…

Próbowałeś kiedyś odnaleźć spokój w sobie? Taki autentyczny, niewymuszony… Udało Ci się dotrzeć do miejsca, w którym nawet myśli nie ośmielają się go zakłócać swoją egzystencją? Do miejsca, gdzie czas chodzi na palcach, gdzieś w oddali, czy dotarłeś do boskiej świątyni w sobie?…

Świat potrafi być oceanem namiętności, którego łagodna tafla może być targana przez fale zwątpienia. Może być oceanem pełnym zwodniczych wirów, topielców maji, ale te wody skrywają też swe perły, na dnie… Niczym zatopione obszary śpiącej pod falami Atlantydy, co tysiące lat wstecz tętniła życiem- a która tkwi dziś w niemym tu i teraz, dostępna wszystkim, choć odwiedzana przez nielicznych...Bogactwo gdzieś poza czasem, poza światem rzec by się chciało… Czy wybrałeś się w tę wędrówkę ku sobie?... Zajrzałeś do swojego wnętrza i udało Ci się dotrzeć do oazy spokoju, pokoju i kosmicznej miłości? Stanu nieistnienia i totalnej świadomości zarazem?

Oaza spokoju- to Twoja prawdziwa natura, której czasem możesz doświadczyć. Źródło miłości, boskości i pokoju, które możesz dotknąć i urzeczywistnić w sobie… W Indiach osiągnięcie tego stanu nazywane jest samorealizacją. Samadhi, stan który poszerza ramy Twojej świadomości, do najdalszych granic nieskończoności, stan w którym Ty i Bóg to kosmiczne jedno… i choć istnieje wiele jego stopni, to doświadczając choćby najmniejszego jego cienia- jesteś na dobrej drodze;-). Już sam fakt słyszenia jego echa jest wyznacznikiem odpowiedniego kierunku, drogi ku oazom spokoju… ku tej ciszy w Tobie…

Doceniając detale...

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co sprawia Ci radość? Co wywołuje uśmiech na Twojej twarzy? Czy potrafisz doceniać i cieszyć się z małych rzeczy? Z drobiazgów, pozornie nieistotnych chwil, małych przyjemności? Pomyśl, tak szczerze. Czy umiesz cieszyć się z tego, że choć dzień był ponury, to wieczorem mogłeś polenić się chwilę przed telewizorem? Albo czy cieszysz się, że mimo zabiegania- udało Ci się dziś znaleźć czas, by przeczytać parę kolejnych stron ciekawej książki i to nic, że w zatłoczonym autobusie? No, zastanów się… Czy cieszyłeś się, gdy wszyscy w ciągu dnia Ci dokuczali, ale znalazł się taki „jeden ktoś”, kto zrobił dla Ciebie coś miłego? Czy raczej szala doznawanych uczuć przechyliła się ku większości wrażeń poczucia dyskomfortu? No, pomyśl chwilę.

Umiesz docenić świat i cieszyć się nim takim, jakim jest? Dostrzegać piękno w detalach, radować się okruszkami ciepła i nawet mikro skrawkami przyjemności? No, bądź szczery. Tu nie musisz udawać;-) Sam siebie nie dasz rady okłamać nawet, gdy się bardzo będziesz starał;-) Aż takim dobrym aktorem to nie jesteś, bez urazy oczywiście;-)

Poważna fizyka mówi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia:-) Fizyka kwantowa dodaje, ze istotną rolę na bieg wydarzeń ma wpływ samej obecności obserwatora. Więc mój drogi- jeżeli coś Ci nie pasuje to po pierwsze…usiądź na drugim fotelu lub chociaż metr dalej na tapczanie.;-) No dobrze, nie będę Cię ograniczać-potem powiesz, że nie szanuję Twojego prawa do decydowania o sobie samym;-) Po prostu zmień swoje położenie, na bardziej komfortowe;-) Na takie, z którego będziesz miał ciekawszy widok na obserwowane sprawy;-)Nie pomogło? To teraz pomyśl o prawdziwych kłopotach. Nie o biedzie, a o nędzy. Nie o głodzie, a o śmierci z niedożywienia… Straszne? Wcale nie musi Cię to przygnębiać. Nie takim jest mój cel tego rozważania. Po prostu pozwól sobie dojrzeć świat szerzej, z innej perspektywy, odsuń dalej horyzont. Pozwól sobie na docenianie detali. Na radość z małych przyjemności. Zjedz kawałek czekolady (z naukowych mądrości- to zdradzę Ci jej tajemnicę;-) Teobromina- hormon szczęścia, u ludzi wywołuje uczucie zadowolenia, ale u piesków może spowodować atak serca, więc raczej nie racz tych czworonogów słodkością zawierającą kakao;-) Myślisz, ze Stwórca wszechrzeczy umieścił Cię tu za karę? No daj spokój, Bóg ma poczucie humoru, ale nie jest złośliwy;-)

świat może być pięknym miejscem. Bogatym, urokliwym, cichym lub dynamicznie rozbrzmiewającym. Wszystko zależy od Ciebie. Od tego jakim go widzisz, od tego jakim go tworzysz i czy umiesz doceniać jego detale. Gdy nie widzisz rzeczy małych, nie dojrzysz także tych wielkich. To nie rodzaj wybiórczej ślepoty- to ignorancja… Nie wierzysz? No, daj spokój;-) Rozejrzyj się dookoła. A teraz znajdź chociaż 5 powodów, dla których możesz uznać, że piękno otacza Cię z każdej strony. Jeżeli z przyzwyczajenia nie dostrzegasz piękna, to pomyśl chociaż o 5 pozytywnych aspektach. Proszę bardzo- możesz wyliczyć, nawet pozornie banalne. Masz wygodne krzesło? Czujesz aromat pieszczący zmysły, wykradający się z kubka herbaty? To też się liczy;-) Już Ci podpowiedziałam, teraz Twoja kolej.

Spróbuj;- )Poczuj sam, jak fantastycznym zajęciem może być docenianie detali…

Wieczorono-zwierzęce skojarzenia…

Siadając wieczorem z kubkiem herbaty, w zacienionym pokoju, po którym jej czar bezwstydnie wdziera się we wszystkie kąty- przypomniała mi się kotka mej Babci. Pozwalając sobie na luksus braku wieczornych obowiązków, rozmarzyłam się o wtuleniu w ciepłą pościel i myśl o tym kotku wypłynęła zupełnie naturalnie na powierzchnię morza mej świadomości z podkładów podświadomych skojarzeń wywołanych pragnieniem przytulactwa i wygodnictwa w ciepłej otoczce miękkiej pościeli, ewentualnie owinięcia w zastępstwie milutkim kocem;-) Któż inny jak kot- kojarzy się bardziej z błogostanem rozleniwienia, zwinięciem w postaci kłębkowej lub w wersji alternatywnej- występowania w stanie rozciągnięcia, w bezpiecznej pozie na powierzchni pościeli w stanie bezstresowego relaksu?;-) Śmiać mi się chce, gdy sobie przypomnę jak wczoraj wielce niezależne w teorii zwierzę domagało się swojej racji pasztetu z łososia przytupując przy tym niecierpliwie na blacie kuchennej szafki (ja w każdym razie w walce o swoją porcję nie brałam czynnego udziału, gdyż z natury jestem zwierzęciem roślinożernym i raczę się wyłącznie potrawami wegetariańskimi;-) Kot- „Dumny i niezależny, dopóki nie zgłodnieje” albo „Pies ma właściciela, kot ma personel”;-) Znałeś te powiedzonka?  Nawet teraz nie mogę się przestać uśmiechać, gdy o tym myślę. Żałuj, że nie słyszałeś jej jak pomrukiwała nad swoją miseczką, gdy upragnione kęsy łososia w stanie rozdrobnionym wylądowały w jej zasięgu;-)

Chyba mogłabym mieć w domu kota;-) Zawsze miałam pieski. Dla ścisłości był też żółw, traszka, rybki, dwa chomiki (oba Maciusie, i to nie była inspiracja książką król Maciuś pierwszy, tylko dziecięce wybieranki w stylu entliczek pentliczek, a potem skoro był Maciuś pierwszy, to i drugi w spuściźnie odziedziczył to miano), były papużki faliste i papugi nimfy. Kiedyś trafił się chory wróbelek i kawka. Ślimaki hodowane na liściach sałaty i patyczaki. Nie wiem czy o wszystkim wspomniałam, bo jako osoba kochająca zwierzęta od dnia swych narodzin miałam tendencję do znoszenia biednych i pokrzywdzonych istot do domu i mogłam coś przeoczyć. Przez te lata trochę tego się naliczyło;-) W stanie aktualnym mam 240-sto litrowe akwarium z rybkami. Za to rodzice mają królika o dumnym imieniu „Tofik”. Zwierzątko ma barwę, która przypomina słodkie toffi, ale przyznam Ci się szczerze, że nazwałam go tak, bo lubię kabarety i o ile znasz „Ani mru- mru”, to więcej Ci tłumaczyć nie muszę skąd wzięłam inspirację przy wyborze imienia dla tego zwierzątka (swoją drogą chyba się nieco ostatnio wypalili). Moja mama chcąc mnie rozzłościć = rozśmieszyć nazywa go w moim towarzystwie Antosią lub Tośką. Od Antoniny… Znasz miniaturkę króliczka, którego ktoś by nazywał Antoniną?! Toż to rozbój w biały dzień i istna profanacja w jednym,;-)Zawsze wtedy mówię „ Boże słyszysz, a nie grzmisz”;-) W każdym razie do tej pory nie zdarzyło Mu się zagrzmieć, więc On chyba też uważa, że Tofika można nazywać Antoniną. Cóż widać mamy w tej kwestii odmienne poglądy;-) Mamy do tego prawo:-)

Jesienne incognito..

Zauważyłeś, że jesienią ludzie chcą stać się jakby niewidzialni? Szary, brązowy, beżowy, ziemista zieleń... Te kolory dominują, gdy oglądasz tłum spieszących się nieustannie gdzieś ludzi. Mijają się nie zauważając nawzajem, tak jak tej wyblakłej aury wypranej z kolorów.

Choć drzewa uginają się pod patosem barw schyłku rococo. Przepychu złota, purpury, karmazynu i resztek szmaragdu. Jarzębina pręży się dumnie jak bazarowy kram, na którym sprytny kupiec rozkłada czerwone korale… A dookoła? Mdło… Tak bezosobowo rzec by się chciało. Wszyscy przyodziewają się w nowe szaty…tylko takie jakieś nijakie, bez wyrazu. Kojarzy mi się to z niespiesznym porankiem nad mokradłami. Gdzie słońce obawia się rozproszyć szarości. Gdzie mgła uzurpuje sobie dominację nad barwami niczym samozwańczy dyktator, tak długo jak tylko zdoła, nim ugnie się pod naciskiem silniejszego…

Ludzie. Jakby chcieli się utożsamić ze szkieletami drzew, które już niedługo zrzucą swe szaty i jak umarli będą wyciągać do Ciebie swe kościste ramiona, nim zasną na zimę. Pomyślałeś kiedyś dlaczego?...

Czasami znajdziesz wśród tego bezosobowego tłumu jakiś nieoszlifowany klejnot. Może przypominający skórkę pomarańczy, kanarkową ochrę, lawendowe tchnienie, a może turkus oceanu lub zadziorny amarant;-) Cieszący oko jak spragnionego wędrowca na pustyni- oaza z bijącym źródełkiem życia… Miło kogoś takiego odnaleźć. Takie barwne wspomnienie lata. Zaraz mi się przypominają ciepłe wieczory i niespieszne przeciąganie na działkowej werandzie z bosymi stopami wygrzewanymi w ostatnich słonecznych objęciach. Na chwilę przed… nim oddadzą się w bezpieczne ramiona ukochanego mroku.

Wychodząc na ulicę już chyba odruchowo szukam rajskich ptaków, na szarym tle nieba. Moja artystyczna dusza domaga się pieszczoty barw. Tęskni za eksplozją kolorów. Za bezwstydnymi odcieniami tęczy, nasyconymi do granic strojami kwiatów, traw… Za dźwiękami kwitnącej przyrody, dojrzewającej i wydającej piękne owoce...

Gdy zatoniesz w bezkresie monotonii achromatycznych tonów jesiennej aury ludzi incognito-poszukaj takiego rajskiego ptaka, wśród bezkresu niemej szarości. A może sam wychodząc z domu zechcesz założysz choć kolorowy szalik? Albo chociaż uśmiechnij się do ludzi, jak nie od siebie, to choć w moim imieniu;-) Uśmiech też ma swą barwę. Jeżeli jest tylko szczery to przypomina ciepłe odcienie niczym nasycona paleta kolorów. To zawsze jeden kolor więcej w tym bezkresie ludzkiego morza szarości, spłowiałej czerni, spranego beżu i innych kolorów tak charakterystycznych dla ludzi incognito…

Odważ się. Wyrusz ze mną w podróż do światów pełnych skrzących się barw i ciepła. Do miejsc nieograniczonych ludzką wyobraźnią, na skraj wszechświata i przynajmniej o krok dalej;-)Zapomnij na chwilę o czasie, o nijakości o bylejakości i zatańcz na palcach w rytm dźwięków Twej duszy. Niczym urokliwa Hinduska ubrana w egzotyczne sari wielowymiarowej tęczy. Zatańcz, przecież nikt nie patrzy. Jest tylko wszechświat i Ty, poza Wami nikt;-) Nie musisz być nieśmiały;-) Tańcz. Niech Twa dusza zawiruje, ciało rozkołysze, a Ty wyłonisz się z szarości. Nic więcej… tylko kolorowo tańcz… ;-)…

Tagi: kolory
22:12, atmaprema , Refleksje...
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2